wtorek, 22 kwietnia 2008

Opowieść o takiej jednej

Od dłuższego czasu nie spoglądała mężczyznom w oczy. Nie, żeby ją onieśmielali. Wręcz przeciwnie, jeszcze nigdy nie czuła się tak swobodnie i pewnie w ich towarzystwie. Wprawiało ją to nawet w lekkie zakłopotanie. Miała wrażenie, że wraz z nieśmiałością ocierającą się o strach zniknęło również jej prawdziwe „ja”. Faktem jest, że korzystała nagminnie z przymiotów swojej nowej skóry. Zdarzało się, że kokietowała jednego czy drugiego pana, z pełną świadomością balansując na granicy dobrego smaku, którego zasady wpaja się od najmłodszych lat pannom z tzw. dobrych domów. Bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia wciągała ich w swoje gierki, których zasady znała tylko ona. Z satysfakcją obserwowała jak wiją się w poszukiwaniu drogi ucieczki nie wiedząc, że nie ma drzwi z napisem „wyjście”. Tylko ona mogła ich wyciągnąć z tego labiryntu, co też, gdy osobnik był już u kresu sił, czyniła z dobrodusznością starej ciotki z ironicznym uśmiechem wytykającej Ci twoje życiowe potknięcia. Robiła to wszystko niemal mechanicznie, a w sieci wpadali kolejni samcy. Walczyli o jej ciało, niektórzy odnieśli nawet zwycięstwo. Żaden z nich nie natknął się jednak nigdy na jej wzrok. Nie musiała się specjalnie starać, by na czas uciec przed błękitami, czerniami i brązami. Mężczyźni, których spotykała nie mieli twarzy. Przynajmniej dla niej. Klucza, który mógł otworzyć lub zamknąć drzwi do ich dusz szukała na rękach. Wiedziała, że niezależnie od tego co na nich znajdzie może posiąść każdą komórkę, każdy centymetr męskiej cielesności. Ale to co niematerialne ściśnięte zostaje złotą obręczą w dniu, w którym biel zmienia się w westchnienia i płytkie oddechy. I nikt i nic nie jest w stanie rozluźnić tego uścisku.
Płakała później, chowając swoją twarz w ich dłoniach. Czasami ze szczęścia, częściej z żalu, że nie może zatrzymać ich przy sobie na dłużej. A oni wracali do jaskrawożółtych czeluści na miejskich blokowiskach i podmiejskich osiedlach. Zatracali się w praworządnych aktach, wymazując z pamięci jej obraz. Wtedy dopiero docierało do niej, że przegrała. Miała ich w sobie, posiadła ich fizyczność, a mimo to poniosła klęskę.
Ciała od duszy nie można oddzielić. Klucz jest wskazówką. Znakiem stopu lub otwartą bramą do tajemniczego ogrodu.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Femme fatale. Łamaczka męskich serc, niczym Gruszeńka z Braci Karamazow sieje spustosznie. Niemal każda kobieta marzy w ukryciu żeby zagrać taką rolę. Ale kiedy zgasną już światła rampy zostaje tylko pustka.
zizi/www.zizidancehall.bloog.pl