Odnalazłam się. W celach, zadaniach, efektach miękkich i twardych. Ukryłam wśród kopii i oryginałów dokumentów. Balansuję między słodkim smakiem sukcesu a goryczą porażki. Głowa puchnie, serce rośnie. Tylko doba tak okrutnie się skróciła. Ledwo wstanę z łóżka prawą nogą, a już ląduję pod granatem pościeli, otulona niezmiennie pracą i obowiązkami.
Muszę stąd uciec. Nie na długo. W porównaniu z wiecznością zaledwie na mrugnięcie okiem, a może i krócej. Wrócę, gdy tylko papier przyjmie pokornie dane adresata, a w czeluści białej koperty znikną długie godziny mojej pracy. Nie później niż za 776 600 sekund. Obiecuję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz