czwartek, 15 maja 2008
obserwacje
Czas nie wszędzie płynie jednakowo. Uwierzcie mi. „U nas” przeciąga się każdego ranka leniwie jak kot i gdy jasność bezwstydnie panoszy się już po okolicy, zaczyna spokojnie zmierzać ku zachodowi. Ale wystarczy pokonać odległość kilkuset kilometrów by z przerażeniem stwierdzić, że pędząca w twoją stronę z niewyobrażalną prędkością machina za chwilę zmiecie cię z powierzchni. Jeśli jesteś wystarczająco zdeterminowany – przetrwasz nawałnicę, ba, zaczniesz się nawet przyzwyczajać do ciągłego szumu w uszach i zawrotów głowy. Siedząc przy kawiarnianym stoliku obserwujesz zmieniające się jak w kalejdoskopie postacie. Kawa, ciastko, herbata, ciastko, kawa. Wszystko znika w czeluściach, a oprawcy biegną dalej, wsiadając z powrotem na wielkomiejską karuzelę. Miejsce zielonego krawata zajmuje szybko krawat niebieski lub w kolorowe paski. Nie zdążysz nawet zanotować dobrze w świadomości rysów twarzy, a już patrzysz na kogoś innego. Kobiety, mężczyźni, bruneci, blondynki, grubi i chudzi – wszyscy wrzuceni do jednego kotła wirują, nie zdając sobie nawet sprawy, że mogą w każdej chwili powiedzieć: stop! „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...” -nucisz po raz kolejny i przeciągasz się leniwie jak kot. Wiesz, że masz czas. To Twój czas :)
poniedziałek, 12 maja 2008
podróż
Siedzę nieruchomo. Drzewa mijają mnie w szaleńczym tempie nieświadome, że nigdy nie dogonią żółtych połaci pachnącego już miodem rzepaku. Odliczam sekundy, które czas sprytnie zmienia w minuty, a te – w godziny. Zmęczone słońce po raz kolejny przegrywa rywalizację w „kolory”. Rozpoczyna się panowanie złota i czerni.
Zamykam oczy. Pod powiekami suną rzędem spółgłoski i samogłoski. Wszystkie drżą z podniecenia. Te związane uściskiem i te tęskniące, oddzielone od siebie spacjami i znakami interpunkcyjnymi. Każda pierwsza chce opowiedzieć swoją historię.
Strzepuję w pośpiechu resztki snu. Chwila niepewności i… oddycham z ulgą. Czarne znaki wciąż czekają na mnie na białym papierze.
Nad moją głową fruwają anioły…
Zamykam oczy. Pod powiekami suną rzędem spółgłoski i samogłoski. Wszystkie drżą z podniecenia. Te związane uściskiem i te tęskniące, oddzielone od siebie spacjami i znakami interpunkcyjnymi. Każda pierwsza chce opowiedzieć swoją historię.
Strzepuję w pośpiechu resztki snu. Chwila niepewności i… oddycham z ulgą. Czarne znaki wciąż czekają na mnie na białym papierze.
Nad moją głową fruwają anioły…
niedziela, 4 maja 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)