wtorek, 23 października 2007

liście

Kraków. I nagle uświadamiasz sobie, że spartoliłaś 10 ostatnich lat swojego życia. Wspomnienia, które dotychczas były miłym sentymentem, teraz wyciskają ci łzy z oczu. Przechodzisz koło barów gdzie jadaLIŚCIE, bankomatów, z których wypłacaLIŚCIE pieniądze, kin, do których chodziLIŚCIE, konsulatu, przed którym spędziLIŚCIE kilka godzin w oczekiwaniu na wizę, przystanków, sklepów, miejsc, których już nie ma, a które lubiLIŚCIE. I myślisz sobie: Kurwa, jaka z ciebie zupełna kretynka, dałaś się ponieść Bóg wie czemu i teraz masz za swoje". Ano mam. A w głowie ciągle ...liście, ...liście, ...liście :(

środa, 17 października 2007

pogodzenie

Wiecie jak wygląda "nic"? Ja wiem. To ja. Wczoraj, dzisiaj i myślę, że jeszcze co najmniej kilka dni. Dziwię się, że ludzie mnie widzą, że reagują na moją obecność, bo ja odnoszę wrażenie, że tkwię w niebycie, że jestem duchem, patrzę na wszystko z boku, ale niewiele do mnie dociera. Pogodziłam się z tym stanem. Wiem, że jest przejściowy, że w końcu wrócę do światła, ale na razie jest jak jest i trzeba to przetrwać, nie ma rady. Jestem "nic" i nic nie mogę na to poradzić.

środa, 10 października 2007

ciiiiiiiii

"Ucisz się, moje serce rozedrgane. To, co nocką ciemne jest, jasne stanie się nad ranem. Cichajcie, żywioły wszechmogące i szaleńców myśli złe. Jutro i wam wstanie słońce. "
Anna Maria Jopek tak śpiewała "Ucisz się"

ciiiiiiiccchhhhoooo, ciiiiicccchhhhhooooo...

jedno słowo

ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból, ból :(

wtorek, 9 października 2007

Mój brat strach

Boję się czyjejś zdrady. Będę wówczas szukała winy w sobie. Czekają mnie godziny spędzone na zastanawianiu się co zrobiłam nie tak, gdzie popełniłam błąd, dlaczego okazałam się niewystarczająco dobra dla kogoś. Ten strach przeradza się w obsesję. Nie odchodzi nawet gdy zasypiam, towarzyszy mi przez całą noc, a gdy rano tuż po przebudzeniu od razu wskakuje do mojej głowy. Analizuję każdy krok, każdy gest i słowo. Wertuję strony internetowe w poszukiwaniu dowodów niewierności. Czasami wydaje mi się, że mojej pewności obecności trzeciej osoby nic nie jest w stanie obalić, po chwili rozum (a może właśnie jego brak) podpowiada mi zachowanie spokoju i trzeźwości umysłu. W takich chwilach chciałabym być sama. Z nikim się nie dzieliś sobą, na nikim nie polegać, nie musieć ufać, wierzyć, dbać, oczekiwać Zawodzić tylko siebie, być zawodzoną tylko przez własną osobę. Sobie dużo łatwiej jest wybaczyć, trudniej jest też zdradzić siebie samą.

piątek, 5 października 2007

Rozmyślanie i trudne pytanie

Czy ludzie są z natury mono- czy poligamiczni? Zależy chyba kto odpowiada na pytanie. Gdy widzisz, że ktoś "dobiera się" do Twojej połówki myślisz: co za małpa, nich się odczepi, co sobie wyobraża. Gdy Ty stajesz się trzecią/trzecim tłumaczysz sobie: on/ona nie są szczęśliwi w swoim związku, to nie moja wina, że druga strona nie potrafiła zadbać o nią/niego. Lubimi oceniać innych na równi z tłumaczeniem własnych zachowań. Punkt widzenia zależy (i to jak bardzo) od punktu siedzenia. Empatia jest nam coraz bardziej obca. Liczy się tylko "ja". I nawet własne doświadczenia nie są nas czasami w stanie niczego nauczyć. Pędzimy, byle do przodu, tratując wszystko po drodze. Cierpimy gdy ktoś nas stratuje, ale później podnosimy się i biegniemy dalej, znów nie zwracając uwagi na tych co na naszej ścieżce. Anna Maria Jopek tak pięknie śpiewała "niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam". Niech ktoś zatrzyma wreszcie mnie! Chcę się narodzić na nowo, nauczyć się wchodzić w czyjąś skórę, nie ranić, nie tłumaczyć sobie, że nie ranię, mieć sumienie, zasady, pewność. Nie zmieniać wciąż odpowiedzi na zadane na początku pytanie. Poznać jedną - tę właściwą, i zgodnie z nią przeżywać każdy kolejny dzień.

Jest dobrze gdy jest źle

Do bólu serca dołączył dziś ból pleców. Nie wiem który gorszy. Byle do piętnastej. A później do domu i spać, spać, spać. Przespać wszystkie smutki i niepokoje, zapomnieć ile się da, wrócić do "normalności". Usłyszałam kiedyś, że nie jestem osobą, która godzi się z sytuacją, gdy jest dobrze. U mnie taki stan jest niedopuszczalny. Jest dobrze, to trzeba zrobić coś, żeby było źle. Tylko wtedy umiem żyć. Jak pjak, który umie funkcjonować dopiero po wypiciu odpowiedniej ilości napojów procentowych. I co z tego, że alkohol szkodzi zdrowiu? Jemu niezbędny jest do przeżycia. Jak tlen. Ja muszę się umartwiać, by widzieć sens swego istnienia- tak twierdzą niektórzy. Analizując moje dotychczasowe życie dochodzę do wniosku, że tkwi w tym sporo prawdy. Duszę pozytywy, wywlekam i karmię się negatywami. Wtedy utrzymuję się jakoś na powierzchni. Teraz jest źle. Więc w sumie - dobrze. Mam czym nakarmić swój umysł. Aż do przesytu.

czwartek, 4 października 2007

Nauczyć się modlić

"Ja robię swoje i Ty robisz swoje. Ja nie jestem na świecie po to, by spełniać Twoje oczekiwania. Ty nie masz obowiązku spełniać moich oczekiwań. Ty jesteś Ty, a ja jestem ja. Jeśli się spotkamy to wspaniale. Jeśli nie - to trudno." Modlitwa Gestalt (mam nadzieję Ewuś, że dobrze zapamiętałam) dla osób wychodzących z uzależnienia. Uczę się jej cierpliwie. Muszę nauczyć się radzić sobie sama, bo ból jaki towarzyszy uczuciu zawodu ze strony kogoś bliskiego jest czasami gorszy niż samotność. Im więcej oczekujesz, tym więcej łez trzeba później w sobie zdusić. Od wielkie euforii do poczucia upokorzenia jest tylko krok. Nie zawsze przez nas wykonywany. A później jesteśmy tylko pękniętymi balonikami, bezsilnie łopoczącymi na wietrze.