piątek, 5 października 2007
Jest dobrze gdy jest źle
Do bólu serca dołączył dziś ból pleców. Nie wiem który gorszy. Byle do piętnastej. A później do domu i spać, spać, spać. Przespać wszystkie smutki i niepokoje, zapomnieć ile się da, wrócić do "normalności". Usłyszałam kiedyś, że nie jestem osobą, która godzi się z sytuacją, gdy jest dobrze. U mnie taki stan jest niedopuszczalny. Jest dobrze, to trzeba zrobić coś, żeby było źle. Tylko wtedy umiem żyć. Jak pjak, który umie funkcjonować dopiero po wypiciu odpowiedniej ilości napojów procentowych. I co z tego, że alkohol szkodzi zdrowiu? Jemu niezbędny jest do przeżycia. Jak tlen. Ja muszę się umartwiać, by widzieć sens swego istnienia- tak twierdzą niektórzy. Analizując moje dotychczasowe życie dochodzę do wniosku, że tkwi w tym sporo prawdy. Duszę pozytywy, wywlekam i karmię się negatywami. Wtedy utrzymuję się jakoś na powierzchni. Teraz jest źle. Więc w sumie - dobrze. Mam czym nakarmić swój umysł. Aż do przesytu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz