sobota, 26 kwietnia 2008

wspomnienie

To jest bardzo dziwna znajomość. W połowie stycznia ślę mu internetowe życzenia urodzinowe. W zamian otrzymuję niewielką porcję wiadomości o tym jak zmienił się jego świat w ciągu ostatnich miesięcy i prośbę o podobną garść informacji z mojej strony. Kolejny wysłany przeze mnie mail pozostaje już jednak bez odpowiedzi. I tak od kilku lat. Początkowo z szybciej bijącym sercem wystukuję hasło dostępu do skrzynki, w miarę upływu czasu przyzwyczajam się do myśli, że nieprędko zobaczę na niej znajome nazwisko w roli nadawcy. Nie piszę jednak, nie pytam, nie domagam się uwagi z jego strony. Po prostu odliczam dni i miesiące, a gdy przebrzmią już echa strzelających korków i szaleństw sylwestrowych nocy, zaczynam się szykować do własnego święta. Przyzwyczaiłam się już do tego rytuału. Chcę go kontynuować póki nie zbraknie oddechu. Bo dzięki tym kilku zdaniom na ekranie komputera wiem, że on dobrze o mnie myśli, choć mógłby nienawidzić.

Brak komentarzy: