Ja. Ciało trzydziestolatki, umysł dwudziestolatki, serce co najmniej półwieczne. Wiele już starciłam, ale dużo jest wciąż do stracenia. Mieszkam w niebie i boję się upadku na ziemię. Moje codzienne menu to wiara, nadzieja i miłość.
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, jedenaście, dwanaście, trzynaście... Przez jakiś czas mnie tu nie będzie. Liczę do miliona. Dla uspokojenia nerwów i z obawy przed popełnieniem kolejnego głupstwa.
1 komentarz:
Po co się męczyć i liczyć do miliona? Może wystarczy wziąć głęboki oddech...
Prześlij komentarz