poniedziałek, 25 lutego 2008
list do kogoś, kto i tak go nie przeczyta
Warto było???? Obniżyć moją samoocenę do zera, kłapiąc bez ładu i składu na forum publicznym o sprawie, o której ma się niewielkie pojęcie??? Mądrzyć się i puszyć, stroszyć, negować??? W imię czego? Własnych niezaspokojonych ambicji? Mieliśmy iść razem tą samą ścieżką, tylko nikt mi nie powiedział, że natknę się na niej pewnego dnia na wielkie gówno. Ja zawracam. Trudno, muszę się cofnąć do punktu wyjścia. Posklejać i poukładać, Bóg jeden wie po raz który. Wbić sobie do łba, że kierowanie się zasadą ograniczonego zaufania jest najlepszą ochroną przed innymi. Głupia jestem. Zaufałam Ci. Po jaką cholerę? Biegłam do Ciebie z każdą sprawą, wywlekałam to co powinnam była zachować dla siebie, bo wierzyłam, że mamy to samo w głowie. Głupia, głupia, głupia. Nie umiem nawet jednoznacznie napisać co czuję. Chciałabym wybuchnąć, przesłać pod Twoim adresem pełen wachlarz znanych mi przekleństw, ale po co? Nie wzbudzę już w Tobie nawet litości. Dobra, dość tego. "Pani ..." otrząsa się i idzie dalej. Z dala od Ciebie, bo tak będzie lepiej, łatwiej i w ogóle ...ej. Zresztą Tobie i tak jest wszystko jedno.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz