Dzień wesoły i dzień smutny. Nierzadko zbiegają się w czasie. Czujesz się wtedy jak właściciel dwóch osobowości. Jedna natura krzyczy z radości, druga – z bólu. Przychodzi koniec, a razem z nią ulga. Tylko nie wiesz, czemu serce wali jak oszalałe, a łzy wciąż zbierają się pod powiekami. Rozrywasz na strzępy wszystkie minione dni. Analizujesz, katalogujesz, bawisz się w archiwistę, często wbrew zdrowemu rozsądkowi.
„Bo serce to jest taka szafa, w której choć nie noszone, wiszą ubrania”.
Kayah Cię rozumie. Ja też. I ona i on. Wszyscy przez to przeszliśmy. Wyciągnęliśmy wnioski. Zdarza się, że dla innych, nie dla siebie, ale to już coś. Ze sobą trudno się walczy. Jeśli nie chcesz nie wyrzucaj ubrań z szafy, posłuchaj pani Kasi (zwłaszcza, że „nie chcesz” równa się często „nie możesz” - wiem). Ale nie wyciągaj ich, nie odkurzaj i broń Boże, nie ubieraj. Niech sobie póki co wiszą, nawet w centralnym miejscu. W końcu zepchnięte zostaną w najodleglejszy kąt przez dobrze skrojone i uszyte odzienie.
Zło może być dobrem. Potrzeba tylko czasu i odpowiedniej perspektywy, by to dostrzec.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz