Raz w życiu udało mi się coś wygrać. Był to konkurs jednej z lokalnych częstochowskich rozgłośni radiowych, chyba jakiejś katolickiej, bo jej siedziba mieściła się na zapleczu kościoła. Nagrodą okazał się... singiel, którego refren zaczynał się od słów „muszę znaleźć męża”. Wówczas wydawało mi się to co najmniej nie na miejscu, prędzej spodziewałabym się płyty z kolędami. Dziś wspomnienie wywołuje salwy śmiechu. Choć właściwie śmiać się nie powinnam, bo temat ni z tego ni z owego zrobił się bardzo aktualny (sic!). Dobrze, że żyjemy w czasach, w których miejsce „starych panien” zajęły singielki. Powstają filmy o singlach, kawiarnie i kluby dla singli, portale internetowe dla singli (kto nigdy nie zajrzał na stronę „sympatii” niech rzuci kamień :)). Biura turystyczne prześcigają się w wymyślaniu ofert dla „pojedynczych”, a na internetowych forach zawsze można znaleźć towarzysza dwutygodniowej wyprawy.
Bycie samym stało się jednym ze sposobów na życie. Wyborem, a nie koniecznością. Tak przynajmniej można tłumaczyć wujowi lub cioci, którzy przy każdej nadarzającej się okazji pytają o zmianę stanu cywilnego. Nic na siłę, moi drodzy! Być z kimś (nie mylić z „mieć kogoś”) – to ogromne wyzwanie. Przecież sami znacie to z autopsji. Za dużo już błędów, za które muszę zapłacić. Jestem sama, to fakt. Ale nie samotna. I nic nie muszę. Co najwyżej być szczęśliwą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Najważniejsze to mieć do siebie dystans. Tobie go nie brakuje. Nim się obejrzysz szczęście chwyci Cię mocno w pół ;-)
Prześlij komentarz