czwartek, 15 maja 2008

obserwacje

Czas nie wszędzie płynie jednakowo. Uwierzcie mi. „U nas” przeciąga się każdego ranka leniwie jak kot i gdy jasność bezwstydnie panoszy się już po okolicy, zaczyna spokojnie zmierzać ku zachodowi. Ale wystarczy pokonać odległość kilkuset kilometrów by z przerażeniem stwierdzić, że pędząca w twoją stronę z niewyobrażalną prędkością machina za chwilę zmiecie cię z powierzchni. Jeśli jesteś wystarczająco zdeterminowany – przetrwasz nawałnicę, ba, zaczniesz się nawet przyzwyczajać do ciągłego szumu w uszach i zawrotów głowy. Siedząc przy kawiarnianym stoliku obserwujesz zmieniające się jak w kalejdoskopie postacie. Kawa, ciastko, herbata, ciastko, kawa. Wszystko znika w czeluściach, a oprawcy biegną dalej, wsiadając z powrotem na wielkomiejską karuzelę. Miejsce zielonego krawata zajmuje szybko krawat niebieski lub w kolorowe paski. Nie zdążysz nawet zanotować dobrze w świadomości rysów twarzy, a już patrzysz na kogoś innego. Kobiety, mężczyźni, bruneci, blondynki, grubi i chudzi – wszyscy wrzuceni do jednego kotła wirują, nie zdając sobie nawet sprawy, że mogą w każdej chwili powiedzieć: stop! „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...” -nucisz po raz kolejny i przeciągasz się leniwie jak kot. Wiesz, że masz czas. To Twój czas :)

3 komentarze:

magda m pisze...

super. ostatnio mialam podobne przezycie w czasie krotkiej wizyty w czwie. ale opisze to na blogu :)

Anonimowy pisze...

Przejażdżka na karuzeli pozwala docenić stabilny grunt pod stopami. Kilka szalonych obrotów na Diabelskim Młynie i znów doceniamy leniwe kocie przeciąganie sie o poranku ;-)
zizi

Anonimowy pisze...

Właśnie z przerażeniem uświadomiłam sobie, że ostatni raz "miałam czas" 3,5 roku temu...