Wystukałam powyższe słowa na klawiaturze i… nic. Pustka. Nie wiem, co pisać dalej, by nie otrzeć się o banał.
Może o codzienności, niby szarej, a wciąż sprawiającej nam niespodzianki? Na przykład ten człowiek. Jeszcze wczoraj kipiałam z zazdrości na myśl o jego szczęśliwym, niezmąconym żadnymi troskami życiu. A tu trrraach… i wrzucam do kosza stertę skorup, w które zmienił się mój wyidealizowany obraz. „Pobite gary”, jak mawia mój kuzyn.
Albo o sobie? - Nie mam nic oprócz zmartwień – rozgłaszam wszem i wobec. Moja główna prawda wiary. Zasypiam i budzę się z poczuciem pustki. I nagle maleńki kamyk odrywa się od grani i staje się przyczyną ogromnej lawiny. Zabieganie – drzewo – Piotr – pomoc – niespodzianka. Smutek – mama – ręka – spokój. Zmęczenie – ciocia – ogień – ulga. Ileż treści. Nie na papierze, ale we mnie i w tym, co wokół mnie. Kłopoty stają się wybawieniem, ratują przed utratą zmysłów.
Wszyscy nosimy na plecach swoje garby. Źródło udręki, ale i istnienia. Ciężar, pełen życiodajnych pierwiastków, które pomagają przetrwać okresy suszy. Garb to życie.
Lecz czyż to nie banał, przed którym chciałam się ustrzec? Chyba tak, więc cicho sza. Niech każdy pisze, co chce.
* test zamieszczony ze względu na kuma
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz